Dilerzy MXE

Data dodania : 2014-08-12

Jechalem rowerem do straganu z zeszytami, gdzie kupilem zaszyt A4. Niestety znajdowal sie on w labiryncie budynkow i szybko stracilem orientacje. Wyszedlem na dachu jakiegos budynku i przechodzac na kolejny zostawilem tam nieumyslnie swoj zeszyt. Probujac po niego wrocic wyszedlem na budynku znajdujacego sie pare metrow nad moim zeszytem. Chcialem do niego przejsc po gzymsie, jednak zdalem sobie sprawe, ze sytuacja raczej nie wymaga tak niepotrzebnego ryzyka. Tymczasem zobaczylem, ze jestem wsrod scenerii za blokiem mojej babci, zobaczylem stara wieze wiezienna, z ktorej krat co chwila jakby buchalo swiatlo. Potem zobaczylem biegnacego goblina u jej stop. Nagle znalazlem sie w mieszkaniu mojej babci, gdzie bylo mnostwo dilerow i uzytkownikow MXE. Nagle wpadl ten goblin, ktory okazal sie czlowiekiem z maska goblina - znanym i szanowanym dilerem. Powiedzieli, ze beda walic Mecie p.r. W tym momencie cos we mnie peklo, bo mimo zlozonej obietnicy o nie waleniu wiecej dysocjantow zapragnalem sprobowac MXE p.r. Wszak doswiadczenie jest bliskie Szalwii Wieszczej i potrzeba naprawde malej dawki na gruba pizde. W koncu postanowilem zakupic u nich 60mg (mieli pakiety po 30mg, specjalnie pod p.r.). Dostalem dziwny rog. Obecny byl tam Szymon, ktoremu polecilem go otworzyc. Zlamal on czubek i spojrzelismy na zawartosc. Wygladalo, jakby nic tam nie bylo + nie dalo sie tego wytrzasnac. Szymon zaczal wylizywac zawartosc rogu i wtedy okazalo sie, ze nieokreslone ilosci Meci zaczely wysypywac sie ze scianek bocznych do jego japy. Na oko kilkaset mg. Na tym chyba sie skonczylo.