Droga do imprezy

Data dodania : 2014-10-11

Wchodziłem po Kirchentreppen i na dole spotkałem malutkiego dzieciaka. Był łysy, a oczy miał wystające, ale i tak wyglądał słodko. Chciałem go zaprowadzić do domu. Najpierw wziąłem go za rękę, a gdy byliśmy już trochę wyżej, wziąłem go niczym pannę młodą. Zacząłem biec, gdy uświadomiłem sobie, ile pozostało mi czasu do początku imprezy, na którą się wybierałem. Moim celem ostatecznym stało się przedszkole, które znajdowało się po przeciwnej stronie niż naprawdę. Na górze już odczuwałem zmęczenie. Teraz dzieciak był już na moich baranach. Wszyscy w przedszkolu( opiekunki) mi skandowali i chcieli, żebym dał radę zanieść małego do nich. Im bliżej byłem, tym wolniej chodziłem. Gdy byłem już tuż przed przedszkolem, nie mogłem iść dalej, po prostu nie miałem siły. Zacząłem się nawet cofać o kilka kroków, jakbym stracił równowagę. Znalazłem się w mieszkaniu Maćka( było trochę podobne do mieszkania na Lityńskiego). Wybierałem się na imprezę do Kulbackiej. Miałem bardzo mało czasu. Impreza zaczynała się o wpół do dziewiątej, a było już piętnaście po ósmej. Najpierw spotkałem tu Żaklinę i Zuzię, której nie widziałem, bo siedziała w innym pokoju. Żaklinę najpierw nazwałem Żaniną i zapytałem, czy wie, jak mogę dojechać. Miałem bardzo mało czasu, a o problemie podwózki całkowicie zapomniałem. Nie uzyskałem satysfakcjonującej odpowiedzi. Zmieniły się teraz osoby w mieszkaniu. Znajdowali się tu Maciek, jego siostra( teraz mi się wydaje dość podobna do Gabrieli) oraz ich ojciec. Teraz rozmawiałem z siostrą o moich problemach z dojazdem. Unikała w odpowiedziach tematu wolnego miejsca w samochodzie. Gdy musieli już wychodzić z mieszkania, Maciek zepsuł klamkę. Wyglądało to tak, że spadła połowa całego mechanizmu( ta znajdująca się w mieszkaniu). Odsłonił się napis z informacją, że te drzwi należy zamknąć w przypadku jazdy za granicę( nie pamiętam w jaki języku, wątpię, że w polskim).Jego ojciec spokojnie ją naprawił. Teraz mogliśmy w końcu wyjść z mieszkania. Na klatce pożegnałem się ze wszystkimi i poprosiłem, żeby pozdrowili Monikę. //Pierwszy akapit snu wydaje mi się trochę przerażający. Jeżeli miałbym się bawić w interpretatora, to uznałbym, że nie mogę dojść do swojego celu( chociaż jestem bardzo blisko), ponieważ coś na mnie ciąży i nie pozwala mi wykonać ostatniego kroku. W tym wypadku jest to dziecko, czyli coś małego, ale chore dziecko. Coś bardzo drobnego, ale zmutowanego, wciąż jednak posiadającego urok( dziecko wciąż było słodkie, pomimo łysiny i wystających oczu) nie pozwala mi osiągnąć celu. Tuż przed osiągnięciem sukcesu tracę równowagę i wykonuję kilka kroków w tył. Jeżeli zrozumiem, czym jest ten dzieciak, który ciąży na moich ramionach, to mogę się skonfrontować z bagażem i przezwyciężyć tę blokadę. Mam zatem nadzieję, że dziś w nocy wyśni mi się wyjaśnienie tej zagadki. // // To zabawne, że śniła mi się Zuzia, a kilka dni później widziałem ją w kinie. Śnił mi się Maciek, a dziś siedziałem z nim w jednej ławce. // //Ważny w tym śnie był wątek poszukiwania wolnego miejsca w samochodzie. Jeżeli będę chciał pojechać na imprezę w piątek, to nie mogę tak zwlekać, jak we śnie. //