Giszowieckie utarczki z Rosją

Data dodania : 2015-05-31

Nastały czasy na Giszowcu burzliwe. Najechali nas Rosjanie. Jako wyrafinowana oneironautka stanęłam na czele giszowieckiego wojska. Walczyliśmy czym się dało; oprócz pistoletów poszły w ruch kijki górskie, kamienie, a nawet szyszki. Mniejsze amunicje pakowałam do futerału na gitarę i tak z nim przewieszonym przez plecy biegałam. Jako dowódca sprawowałam się znakomicie. Pilnowałam, aby każdy dobył broni, butnych kozaków zsyłałam na przymusowe warty na Janinie, a rannych potrafiłam uzdrowić, a nawet wskrzesić zmarłych. W końcowej części snu wróg wziął moją kuzynkę na zakładnika. Od razu ruszyłam z odsieczą, jednak w drogę wszedł mi Hulk. Trudno było go pokonać, ale w końcu rozdźgałam go kijkiem górskim na gluta, który wessałam bidonem. Musiałam zarządać odwrót, bo trzech moich towarzyszy potrzebowało pomocy.Pojawiły się jeszcze inne problemy. I niestety obudziłam się, nim zdążyłam odbić naszą dzielnicę.