Kanary

Data dodania : 2014-07-16

Piękny, słoneczny dzień... Aż się chce iść na plażę... Umówiłem się ze znajomymi na plaży w Gdańsku-Brzeźnie. Niestety po zakończeniu roku szkolnego mój bilet miesięczny (karta miejska) nie był już ważny. Ale z przyzwyczajenia nie kupiłem biletu jednorazowego. Wsiadam sobie najpierw w autobus, potem tramwaj(bo niestety mam trochę do przejechania...), no i wszystko ok. Jestem bardzo wyczulony na kontrolę biletów i chociaż znam już prawie wszystkich kanarów w Gdańsku, to i tak, jak są nowi, poznam od razu. Po czym? Zawsze mają charakterystyczne ubranie(np. skórzana kurtka, spodnie 'sztruksowe'-nie wiem, jak to napisać), zawsze mają na szyi jakąś smycz(na której jest identyfikator) no i wreszcie... kto ma taki duuuży telefon...? Chodzi mi oczywiście o tę maszynkę do sprawdzania kart miejskich. Poza ty zawsze chodzą co najmniej we dwóch i kasują biały bilet, który trzymają wraz z plikiem innych białych biltów. Ale wróćmy do snu... Jestem na jednym z przystanków i widzę podjeżdżający tramwaj, który jedzie akurat na Brzeźno. Nie przyjrzałem się, kto jest w środku, bo było mało osób i kontroli raczej nie powinno być... Wsiadam. Dojeżdżam do następnego przystanku(jakoś dziwnie się czułem, więc...), odwróciłem się i widzę dwóch ziomków z tyłu tramwaju. Od razu wstałem(czego nie mam w zwyczaju. Zawsze w takich sytuacjach zachowuję zimną krew) i podążyłem do wyjścia. Niestety ci dwaj 'przemili' panowie zorientowali się, o co chodzi i dawaj... za mną..! Już wysiadam... A tu nagle ziomek mnie łapie... Odwinąłem mu się w japę, że aż go zamuliło i pobiegłem w pizdu... ZE względu na to, że jestem bardzo szybki, to żaden z panów kolegów mnie nie dogonił(tłuszczyk im przeszkadzał). Po tej sytuacji odechciało mi się jechać na plażę, więc wracałem(jeden przystanek na piechotę, dla pewności od kanarów) na kolejny przystanek. Po drodze widzę na środku ulicy telefon. Model taki sam, jak mój, wszystko takie samo. Podnoszę, bez zastanowienia włączam kontakty i zobaczyłem jakiegoś Oskara. No to myślę sobie - Zadzwonię... Odebrał jakiś kolega sympatyczny, któremu powiedziałem, że mam telefon, i który powiedział, że przekaże swojemu koledze, czy coś w ten deseń(tu już mam troszeczkę mgliste wspomnienia). Dochodzę do przystanku i przenoszę się w miejscu na jakiś chodnik. Tam grupa młodzieży biega sobie i ogólnie dobrze się bawi. Jeden chłopak miał dziewczynę bez stanika 'na barana', inny oblewał dziewczynę wodą i ogólnie dużo się działo... Na tym, mój sen się zakończył, obudziłem się i Wam wszystko napisałem :D