O tym jak Slayer dokonal metamorfozy w Kaczynskiego

Data dodania : 2014-08-15

Bylismy w domu z moim kumplem Laczem i jakas dziewczyna, z ktora zapoznalismy sie w ceku jednorazowej przygody i mielismy jechac wspolnie na jakas duza impreze z namiotami (dlatego mielismy na sobie koszulki "you tent or mine?"). Reszta naszej ekipy byla juz na miejscu. Cipka nie wydawala sie zbyt chetna i zainteresowana, wiec wyruszylismy bez niej. Na miejscu okazalo sie, ze graja koncert na podwojnej scenie. Rozstalem sie z kumplami. Ma lewej scenie gral Slayer, na prawej jakis psychodeliczny zespol. Nasza mnie refleksja pomimo empatii do Slayera jak prymitywny jest to rodzaj muzyki w porownaniu do takiego ambitnego psychodelicznego czy progresywnego rocka. Zwykle napierdalanie bez polotu vs prawdziwa sztuka. Postanowilem zmienic scene z lewej na prawa. Nie wiem czemu, ale potrzebna mi byla kepka trawy, wiec probowalem ja wyrwac, a gdy mi sie nie udalo podnioslem z ziemi jajko i obralem azymut na druga scene. Zanim tam dotarlem spotkalem Zuze, ktora byla ze znajomymi i sie pytala, czy pojde z nia pod lewa scene poogladac koncert. Jako, ze dopiero wrocilem chcialem odmowic, ale z drugiej strony szkoda mi jej bylo, ze nikt nie chce z nia pojsc i poszedlem. Rozlozyla koc, jebla sie na nim, ja obok i zaraz pojawil sie Gawlak. Nie musial nic mowic, zebym sie domyslil, ze chce sie do nas przypierdolic, wiec szybko zwineliamy koc i wcisnelismy mu wala. Podeszlismy pod ta scene troche od dupy strony, bo wyszlismy tuz kolo niej. Podchodzac okazalo sie, ze koncert Slayera zamienil sie w przemowienie J. Kaczynskiego, a cala publika w panie w kwiecie wieku. Co wiecej, Zuza zamienila sie w moja babcie, ktora usadowila sie w pierwszym rzedzie i marudzila troche, ze za glosno to przemowienie i czy mozna sciszyc. Pani obok poinformowala ja, ze nie mozna, a ja, ze 2-godzinny halas nie sprawi uszczerbku na jej narzadzie sluchu. Sam zrezygnowany poszedlem do ruin po spalonym budynku i w ponurej konsternacji sluchalem owego przemowienia.