Od żebraka do milionera

Data dodania : 2014-08-17

Szedlem z pewnym kolesiem, ktory mowil, ze chce przejac interes po Heisenbergu z Breaking Bad. W tym snie Heisenberg istnial naprawde. Probowalem mu wytlumaczyc geniusz Heisenberga i to jaki on jest przy nim maly, ale nie przemawialo to do niego. Nagle spotkalismy takiego zebraka i zaczelismy z nim gadac. Po jakims czasie zobaczyl on plonacy plecak. Podbiegl do niego i zaczal go gasic. Okazalo sie, ze byl wypchany forsa. Zebrak sie ucieszyl i powiedzial, ze robimy dzis bibe, i ze wszystko stawia. Zaczal brac najdrozsze whisky i jakies chrupki. Nie bylo tych chrupek co chcial, wiec poprosil o kaszankowe chipsy. Spytalem go, po co sie truc alkoholem, jak majac tyle hajsu moze ogarnac najlepszy koks. Powiedzial, ze nie ma jak ogarnac, ale moze MXE ogarniemy jakies. Wrocilem na chwile do domu, ktory okazal sie domem mojej cioci, a w ktorym urzedowala moja babcia. Podszedlem do niej i chyba niechcacy szturchnalem kota pod stolem. Bialy kot rzucil sie na mnie i zaczal drapac. Ucieklem przed nim do pokoju, gdzie zaatakowal mnie inny kot / czarnawy. Mowie babci, zeby wziela te koty, bo ten bialy i czarny mnie drapia, a ona na to, ze nie ma bialego kota, tylko 3 buro-czarne i zebym wzial na rece innego, bo tamten lubi sie przytulac. Wzialem wskaxanego kota i zaczalem go piescic. Wreszcie tamten terrorysta dal mi spokoj.