praca w radiu

Data dodania : 2014-07-21

Snilo mi sie, ze zadzwoniono do mnie z oferta pracy w radiu. Jednak kiedy dzien przed terminem rozmowy w smsie do radia pochwalilam sie tym faktem moim ulubionym prowadzacym, po chwilu oddzwonili do mnie i powiedzieli, ze to nie od nich, bo oni dysponuja tylko jednym numerem, a one sie nie pokrywaly. Zalamalam sie, ale mimo wszystko nie do konca im dowierzajac postanowilam udac sie w podroz do Warszawy na te rozmowe. Czas biegl jakos dziwnie, poniewaz juz w pociagu napisalam do nich jeszcze jednego smsa ze szczegolowszymi danymi (chyba nazwiskiem osoby z ktora mialam rozmawiac i adresem spotkania). Nastepnie niejako przenieslismy sie z chlopakiem (ktory pojechal ze mna) do jakiegos pomieszczenia, w ktorym siedzial jeden z wyzej wspomnianych prowadzacych i upewnial sie u szefostwa, czy na pewno nikogo nie zapraszano na rozmowe. Jak gdyby uslyszalam co mu ktos odpowiedzial na to pytanie - ze nie zapraszali, bo od kilku miesiecy szukaja bezskutecznie i nie udalo im sie jeszcze nikogo znalezc. Po zakonczeniu rozmowy prowadzacy przeprosil mnie, a ja, lekko podlamana i smutna oznajmilam, ze w takim razie chociaz go odprowadzimy (z tego wnioskuje, ze rozmowa odbywala sie w innym budynku niz siedziba radia). Szukalam w torebce parasolek (skads wiedzialam ze pada, mimo ze nie pamietam wygladania przez okno), a moj chlopak i prowadzacy wyprzedzili mnie i czekali na mnie przy windzie w jakiejs klatce schodowej, w ktorej stala spora grupka mlodych chlopakow. Kiedy do nich dolaczylam, prowadzacy chyba stal juz w budynku pod parasolem, ja podalam mojemu chlopakowi jego czarna parasolke, sobie zatrzymujac fioletowy parasol mojej mamy. W tym momencie sen sie urywa.