Straszaki w starożytnym Egipcie- zmagań ciąg dalszy.

Data dodania : 2015-06-05

Normalnie kocham mieć ciąg dalszy snu poprzedniego. To cudowne! Oto więc przeniosłam się ze starożytnej Grecji do starożytnego Egiptu, gdzie na podonej zasadzie jak wcześniej, spotykaliśmy różnego rodzaju stwory i potwory, które musieliśmy pokonać. Poruszaliśmy się w podziemiach piramid. Dołączył do nas chłopiec znający się na rybach. Autentycznie zawsze potrafił się o nie zatroszczyć, zrozumieć, czego chcą. Był w moim wieku, z tym że ja byłam trochę młodsza w tym śnie. Tak po 13 lat może mieliśmy oboje. Chyba coś do siebie poczuliśmy czy coś, bo w wolnych chwilach tańczywiśmy wolnego. No ale wracając do akcji. Tym razem plansze wyglądały trochę jak z Isaaka. Wchodziliśmy do pokoju, a innej strony atakowały nas straszaki. Wchodziły nie pojedyńczo, lecz po kilka i musieliśmy czynnie z nimi walczyć. Czyli nie jak w Grecji, gdzie chodziło raczej o logikę i taktykę Tu była typowa nawalanka, chociaż... strategię też obmyślaliśmy, ale wcześniej. Raz dostałam jako broń możliwość przemieniania się w ptaka z dziobem zakarzonym toksyczną krwią. Latałam i wbijałam się w te cielska potworów. Hyhy. Co nas atakowało? Zapamiętałam głównie wściekłe kury i nieobandarzowane mumie z kartonów. No powiedzcie, kto nie chciał by się zmierzyć z takimi drobio i truposzowymi rywalami?