wybory

Data dodania : 2014-05-27

ja, kaska, i chyba nika bylysmy w komisji wyborczej, chodzilysmy po domach i zbieralysmy glosy. dzialo sie to w nocy, w pierwszym domu nie chcieli nas wpucic, w koncu wpuscil nas pan domu, pani domu siedziala w szlafroku i byla dosc nieogarnieta, nie radzila sobie z zaznaczeniem kandydata, w koncu zaznaczyla dbrze, ale podpisala sie na karcie. kiedy wyszlysmy i mialysmy isc do kolejnego domu po prawej wyszedl ich syn i powiedzial, ze pojdzioe z nami i zaproadzil nas do domu po lewej. Bylo tam duzo waskich schodow, mieszkala jakas patologiczna rodzina, na wejsciu kazali nam zdjac buty. Pozniej n ie chcieli nas wypuscic, chcac uciec nie moglam znalezc i zalozyc butow. Probowalam uciec, ale pomyslilam schody, w piwnicy trzymali uposledzona corke (wszyscy byli jacys uposledzeni w sumie). w koncu jakos ucieklam